Naucz ich, jak mają Cię traktować! Praktyczny podręcznik asertywności. Bartłomiej Stolarczyk

Naucz ich, jak mają Cię traktować! to książka dla osób, które chcą przestać żyć pod cudze oczekiwania i nauczyć się stawiać granice z większym spokojem oraz szacunkiem do siebie. To nie jest poradnik o chłodnej asertywności ani o byciu „twardszym” za wszelką cenę.

Kategoria:

Naucz ich, jak mają Cię traktować. Dlaczego asertywność zaczyna się dużo wcześniej niż samo „nie”

Są książki, których tytuł od razu trafia w czułe miejsce. „Naucz ich, jak mają Cię traktować!” brzmi mocno, może nawet trochę zaczepnie, ale właśnie dlatego zatrzymuje. Bo bardzo wiele osób przez lata nie uczy innych, jak mają je traktować. Robi coś dokładnie odwrotnego. Przyzwyczaja otoczenie do tego, że można od nich brać za dużo, za dużo oczekiwać, za mocno naciskać, zbyt łatwo przekraczać ich granice.

Nie dlatego, że są słabi. Najczęściej dlatego, że od dawna bardziej pilnują cudzego komfortu niż własnego szacunku do siebie.

I właśnie dlatego temat tej książki jest tak ważny. To nie jest tylko książka o asertywności rozumianej jako zestaw gotowych zdań. To książka o czymś znacznie głębszym. O tym, że sposób, w jaki pozwalamy się traktować, bardzo często wyrasta z tego, jak sami siebie traktujemy. Jeśli człowiek stale umniejsza własne potrzeby, tłumaczy cudze zachowania i rezygnuje z siebie, to prędzej czy później ludzie wokół zaczynają przyjmować to jako normę.

A potem przychodzi zmęczenie. Frustracja. Wstyd, że znowu nie zareagowałam, nie zareagowałem. I to trudne pytanie: dlaczego innym wolno wobec mnie tyle, na co ja sam nie powinienem się godzić?

Asertywność nie zaczyna się w ustach. Zaczyna się dużo wcześniej

To jest dla mnie najważniejsze przy takim temacie. Wiele osób myśli o asertywności jak o umiejętności mówienia. Jak o sposobie odpowiadania, odmawiania, reagowania. I oczywiście to też jest część prawdy. Ale nie najgłębsza.

Bo zanim człowiek powie „nie”, musi jeszcze uwierzyć, że ma do tego prawo.
Zanim postawi granicę, musi uznać, że jego granica ma znaczenie.
Zanim przestanie się tłumaczyć, musi przestać traktować własne potrzeby jak coś mniej ważnego niż potrzeby innych.

I właśnie tutaj wiele osób ma największy problem. Nie z samymi słowami. Ze zgodą na to, że ich komfort, czas, energia i spokój naprawdę są ważne. Że nie trzeba być na skraju wyczerpania, żeby odmówić. Że nie trzeba się usprawiedliwiać z tego, że czegoś się nie chce. Że nie trzeba być dla wszystkich dostępnym, żeby nadal być dobrym człowiekiem.

To są rzeczy proste tylko z pozoru. W praktyce bardzo wiele osób nigdy nie nauczyło się tak patrzeć na siebie.

Ludzie nie czytają naszych granic z myśli

To może brzmieć banalnie, ale naprawdę robi ogromną różnicę. Wiele osób żyje tak, jakby inni powinni sami domyślać się, co jest dla nich za dużo, co je boli, czego nie chcą, kiedy potrzebują przestrzeni, kiedy coś przekracza ich granicę. A potem przychodzi rozczarowanie, złość i poczucie bycia źle traktowanym.

Tylko że bardzo często druga strona naprawdę nie wie, gdzie ta granica jest. Albo wie, ale skoro nie spotyka się z wyraźną reakcją, uznaje, że może iść dalej.

I właśnie dlatego tytuł tej książki jest tak trafny. Bo w pewnym sensie naprawdę uczymy ludzi, jak mają nas traktować. Nie tylko tym, co mówimy. Również tym, na co regularnie się zgadzamy. Co przemilczamy. Co tłumaczymy. Co przyjmujemy mimo rosnącego dyskomfortu.

To nie jest przyjemne odkrycie, ale bardzo potrzebne. Bo dopóki człowiek tego nie zobaczy, będzie czuł się ofiarą cudzego zachowania, nie widząc własnego udziału w utrwalaniu pewnych układów.

Najtrudniejsze nie jest postawić granicę. Najtrudniejsze jest wytrzymać to, co pojawia się potem

To zdanie wraca przy każdej dobrej rozmowie o asertywności. Bo naprawdę największy problem wielu osób nie polega na tym, że nie znają właściwych słów. Polega na tym, że po postawieniu granicy przychodzi poczucie winy, napięcie, lęk przed konfliktem, wstyd i odruch, żeby szybko wszystko odkręcić.

Człowiek mówi „nie”, ale zaraz zaczyna się tłumaczyć.
Mówi, że coś mu nie odpowiada, ale za chwilę łagodzi własne słowa.
Wreszcie staje po swojej stronie, ale potem pół dnia przeżywa, czy nie był zbyt twardy, zbyt trudny, zbyt egoistyczny.

I właśnie dlatego książki o asertywności mają sens tylko wtedy, kiedy rozumieją ten głębszy poziom. Bo sama technika nie wystarczy, jeśli człowiek nadal w środku wierzy, że jego granice są problemem.

Dla mnie najważniejsze jest właśnie to, żeby asertywność nie była uczona jako chłód czy walka. Raczej jako spokojny szacunek do siebie. Taki, który nie potrzebuje agresji, ale też nie cofa się przy pierwszym dyskomforcie.

To książka dla tych, którzy są zmęczeni byciem „w porządku” kosztem siebie

Myślę, że wiele osób rozpozna się właśnie tutaj. W tym byciu miłym, pomocnym, wyrozumiałym, elastycznym i dostępnym, które z zewnątrz wygląda dobrze, ale w środku coraz bardziej męczy. Bo ile można być w porządku dla wszystkich, jeśli stale odbywa się to własnym kosztem.

To może być książka dla osób, które:
mają trudność z odmawianiem,
zbyt często zgadzają się na rzeczy, których nie chcą,
są przeciążone cudzymi oczekiwaniami,
mają poczucie, że inni za łatwo wchodzą im na głowę,
chcą nauczyć się większego szacunku do swoich granic.

I to naprawdę nie jest mały temat. Bo życie bez asertywności bardzo często oznacza życie w ciągłym napięciu. W tłumionej frustracji. W cichym gniewie. W zmęczeniu sobą i innymi. W poczuciu, że człowiek coraz bardziej oddala się od siebie, bo stale dopasowuje się do cudzych potrzeb.

Szacunek do siebie nie jest egoizmem

To zdanie powinno usłyszeć znacznie więcej ludzi. Naprawdę.

Bardzo wiele osób myli asertywność z egoizmem, obojętnością albo twardością. Tymczasem zdrowe granice nie są wymierzone przeciwko innym. One są po coś. Chronią relacje przed narastającą frustracją. Chronią człowieka przed przeciążeniem. Chronią jego spokój, energię i godność.

Kiedy ktoś nie umie stawiać granic, bardzo często nie staje się przez to lepszym człowiekiem. Staje się bardziej zmęczonym człowiekiem. Bardziej sfrustrowanym. Bardziej poranionym. A później często też bardziej wybuchowym, bo wszystko, co było tłumione, i tak kiedyś znajduje ujście.

Dlatego właśnie asertywność jest tak ważna. Nie po to, żeby być trudnym. Po to, żeby nie żyć stale przeciwko sobie.

Ta książka ma sens wtedy, kiedy pomaga wrócić do własnego szacunku

Nie interesują mnie poradniki, które uczą ludzi tylko tego, jak być bardziej stanowczymi na pokaz. Interesują mnie książki, które pomagają człowiekowi naprawdę zrozumieć, dlaczego przez tyle lat tak łatwo oddawał siebie innym. I co może zrobić, żeby to zmienić nie na chwilę, ale głębiej.

Jeśli ta książka robi właśnie to, wtedy naprawdę jest wartościowa. Bo człowiek nie potrzebuje kolejnej roli „osoby asertywnej”. Potrzebuje bardziej uczciwej relacji z samym sobą. Takiej, w której nie musi się już stale zdradzać po to, żeby było spokojnie wokół.

I myślę, że to jest najważniejsza rzecz, jaką można wynieść z takiego tytułu. Nie tylko konkretne zdania czy sposoby reagowania. Bardziej wewnętrzną zmianę: moje granice mają znaczenie. Ja mam znaczenie. Nie muszę zasługiwać na szacunek przez ciągłe ustępowanie.

„Naucz ich, jak mają Cię traktować!” to książka dla tych, którzy chcą przestać godzić się na za dużo i zacząć stawiać granice z większym spokojem, szacunkiem i odwagą. Dla tych, którzy są zmęczeni życiem pod cudze oczekiwania i potrzebują mądrzejszego kontaktu z własnym „nie”.

Jeśli ten temat jest Ci bliski, to może być bardzo dobra książka właśnie na teraz. Nie po to, żeby stać się twardszym. Po to, żeby przestać być niewidzialnym dla samego siebie.