Uwięzieni w słowach rodziców. Jak uwolnić się od zaklęć, które rzucono na nas w dzieciństwie. Agnieszka Kozak, Jacek Wasilewski

To nie jest książka o obwinianiu rodziców. To książka o odzyskiwaniu własnego głosu po latach życia pod wpływem cudzych komunikatów. Pomaga zobaczyć, jak słowa z dzieciństwa mogą zamieniać się w wewnętrzny krytycyzm, wstyd i brak zaufania do siebie, a potem krok po kroku wracać do większej łagodności i prawdy.

Uwięzieni w słowach rodziców. Jak dziecięce komunikaty zostają w człowieku na całe lata

Są rany, których nie widać od razu. Nie zostają po nich siniaki, nie da się ich pokazać palcem, a jednak człowiek nosi je w sobie latami. Czasem mają postać jednego zdania, które słyszało się za często. Czasem całej atmosfery dorastania, w której słowa nie dawały bezpieczeństwa, tylko zawstydzały, pomniejszały albo ustawiały człowieka w roli kogoś niewystarczającego. I właśnie dlatego temat książki „Uwięzieni w słowach rodziców” tak mocno zostaje w środku.

To nie jest dla mnie książka tylko o rodzicach. To jest książka o tym, co dzieje się później. W dorosłości. W relacjach. W sposobie myślenia o sobie. W tych wszystkich momentach, kiedy człowiek nagle orientuje się, że jego wewnętrzny głos wcale nie jest do końca jego. Że mówi do siebie tak, jak kiedyś mówiono do niego. Że nadal nosi w sobie stare komunikaty, choć dawno minęło dzieciństwo.

I właśnie to jest w tej książce najmocniejsze. Ona dotyka czegoś bardzo cichego, ale bardzo prawdziwego. Tego, że słowa rodziców nie kończą się w chwili, kiedy zostają wypowiedziane. Potrafią zostać w człowieku na lata i działać długo po tym, jak dom rodzinny zostaje za plecami.

Nie każde zranienie z dzieciństwa wygląda dramatycznie

To ważne, bo wiele osób długo nie traktuje swoich doświadczeń poważnie. Myślą, że przecież inni mieli gorzej. Że to były tylko słowa. Że nikt ich nie bił, więc może nie mają prawa mówić o bólu. A jednak słowa też potrafią kształtować całe życie. Potrafią nauczyć człowieka, że jest za głośny, za trudny, za słaby, za mało ważny albo zbyt emocjonalny. Potrafią sprawić, że dorosła osoba nadal czuje się winna, kiedy chce czegoś dla siebie. Nadal boi się oceny. Nadal nosi w sobie wstyd, choć z zewnątrz wszystko wygląda „normalnie”.

Dlatego ta książka wydaje mi się tak potrzebna. Nie robi sensacji. Nie szuka wielkich słów dla efektu. Zatrzymuje się przy czymś znacznie bardziej prawdziwym. Przy tym, jak bardzo język dorosłych tworzy dziecku świat. I jak później ten świat staje się jego wewnętrzną rzeczywistością.

To może być bardzo poruszające, bo nagle człowiek zaczyna widzieć, że wiele jego dzisiejszych trudności nie wzięło się znikąd. Że jego napięcie, brak wiary w siebie, ciągłe porównywanie się albo nadmierna potrzeba zasługiwania na akceptację nie są przypadkowe. One mają swoją historię.

Najgorsze jest to, że po czasie człowiek już nie słyszy tych słów z zewnątrz

Słyszy je w sobie.

I to jest chyba najtrudniejsza część. Bo kiedy rodzic już nic nie mówi, jego komunikaty potrafią żyć dalej. W głowie. W sposobie reagowania. W tym, jak człowiek traktuje siebie, kiedy coś mu nie wychodzi. W tym, jak ocenia własne ciało, emocje, potrzeby, tempo, granice. Czasem to właśnie ten wewnętrzny głos okazuje się najokrutniejszy, bo brzmi jak prawda, chociaż kiedyś był tylko czyimś zdaniem, rzuconym w stronę dziecka, które nie miało jak się przed nim obronić.

To bardzo mocny temat i właśnie dlatego ta książka może tak głęboko poruszyć. Nie dlatego, że mówi coś zupełnie nowego. Raczej dlatego, że mówi coś, co wiele osób czuło od dawna, ale nigdy nie umiało dobrze nazwać. A kiedy coś wreszcie dostaje nazwę, człowiek przestaje czuć się aż tak zagubiony we własnym bólu.

To nie jest książka o rozpamiętywaniu dzieciństwa

To też chcę podkreślić. Nie lubię książek, które zostawiają człowieka wyłącznie z przeszłością i ciężarem. Dobra książka psychologiczna nie powinna zamykać w tym, co było. Powinna pomagać zrozumieć, jak to, co było, działa dziś.

I właśnie dlatego ten tytuł jest ważny. Bo on nie zatrzymuje się tylko na stwierdzeniu, że słowa mogą ranić. Idzie dalej. Dotyka pytania, co z tym zrobić, kiedy już widzi się wyraźnie, że niektóre zdania zostały w człowieku zbyt mocno. Jak oddzielić własny głos od tego, co kiedyś włożono nam do środka. Jak przestać traktować siebie cudzym językiem. Jak zacząć budować bardziej wspierający sposób bycia ze sobą.

To jest bardzo potrzebne, bo wiele osób przez lata próbuje zmieniać swoje życie, nie dotykając źródła. Starają się być bardziej pewne siebie, bardziej spokojne, bardziej asertywne, bardziej wolne od lęku. A w środku nadal siedzi stare zdanie, które mówi: nie przesadzaj, nie wygłupiaj się, nie bądź taka, nie bądź taki, nie zasługujesz, z tobą zawsze coś jest nie tak.

Dopóki tego się nie usłyszy wyraźnie, bardzo trudno naprawdę ruszyć dalej.

Ta książka może być ważna dla ludzi, którzy są dla siebie za surowi

Myślę, że to jeden z najmocniejszych tropów. Jeśli ktoś czyta tę książkę i nagle widzi, że jego wewnętrzna surowość nie wzięła się znikąd, to może być naprawdę przełomowe. Bo wiele osób żyje latami z przekonaniem, że po prostu takie są. Krytyczne. Twarde wobec siebie. Trudne do zadowolenia. Ciągle niezadowolone ze swoich emocji, wyglądu, decyzji, reakcji.

A przecież często to nie jest „charakter”. To jest echo dawnych komunikatów. To jest życie pod wpływem słów, które zostały wypowiedziane wtedy, kiedy człowiek był najbardziej chłonny i najbardziej bezbronny.

Właśnie dlatego ten temat nie jest błahy. On sięga bardzo głęboko. Do poczucia własnej wartości. Do relacji. Do umiejętności odpoczywania bez winy. Do tego, czy człowiek potrafi wierzyć sobie, kiedy coś czuje. Do tego, czy w ogóle umie być po swojej stronie.

To nie jest lektura łatwa, ale może być bardzo uwalniająca

Nie powiedziałabym, że to książka lekka. Dla wielu osób będzie bolesna. Może uruchamiać smutek, złość, żal i ten specyficzny rodzaj straty, kiedy człowiek zaczyna widzieć, ile dobrych słów zabrakło mu wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebował. Ale jednocześnie właśnie taka książka może przynieść dużą ulgę.

Bo czasem najważniejsze nie jest to, że nagle wszystko się naprawi. Najważniejsze jest to, że coś zaczyna się układać. Że człowiek przestaje myśleć o sobie jak o kimś z natury „zepsutym”, „za słabym” albo „przewrażliwionym”. Zaczyna widzieć, że wiele jego dzisiejszych trudności to nie dowód na wadę charakteru, tylko ślad po tym, jak mówiono do niego wtedy, kiedy tworzył się jego obraz samego siebie.

To bardzo dużo zmienia. Bo z takiego miejsca można już nie tylko cierpieć, ale też zacząć naprawdę siebie odzyskiwać.

W Inspiracjach Umysłu ważne są dla mnie książki, które pomagają człowiekowi wrócić do własnego głosu

„Uwięzieni w słowach rodziców” wydaje mi się właśnie taką książką. Dla tych, którzy chcą lepiej zrozumieć, dlaczego niektóre zdania nadal bolą. Dla tych, którzy czują, że od dawna walczą nie tylko z codziennością, ale też z wewnętrznym głosem, który nigdy nie był po ich stronie. Dla tych, którzy chcą wreszcie przestać żyć pod wpływem starych zaklęć i zacząć mówić do siebie własnym językiem.

Jeśli ten temat jest Ci bliski, to może być jedna z tych książek, które nie rozwiązują wszystkiego od razu, ale pomagają zrobić coś bardzo ważnego. Rozpoznać, co było czyimś głosem. I powoli wracać do swojego.