Przez wiele lat myślałem, że coś jest ze mną nie tak.
Nie w sensie dramatycznym. Bardziej cicho. Codziennie. W tle.
Były dni, w których najbardziej na świecie chciałem jednego:
żeby przestać myśleć.
Tak po prostu.
Jakby ktoś wziął pilot i nacisnął przycisk pause.
Żadnych analiz.
Żadnego rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze.
Żadnych powrotów myślami do rozmów sprzed tygodnia.
Żadnego czucia „za dużo”.
Ile bym dał za takie dni.
Za jeden dzień ciszy w głowie.
Ale one nie przychodziły.
Myślenie, którego nie da się wyłączyć
Moja głowa nigdy nie była pusta.
Zawsze coś w niej było.
Myśli.
Obrazy.
Emocje.
Reakcje innych ludzi.
Czasem miałem wrażenie, że mój umysł pracuje bez przerwy, nawet wtedy, gdy ciało jest już zmęczone.
Rozmowa z bliską osobą potrafiła zostać ze mną na długo.
Jedno zdanie, jeden ton głosu, jedno spojrzenie — i wracało.
Wieczorem. W nocy. Następnego dnia.
Nie dlatego, że chciałem to analizować.
Po prostu nie umiałem przestać.
Chciałem czuć mniej
Był moment, w którym naprawdę chciałem czuć mniej.
Mniej reagować.
Mniej przejmować się.
Mniej widzieć.
Patrzyłem na ludzi, którzy potrafili:
- szybko zapomnieć
- nie brać do siebie
- „odciąć się”
- iść dalej bez oglądania się wstecz
I myślałem:
„Jak oni to robią?”
Ja nie potrafiłem.
Emocje przychodziły same.
Czasem za mocne.
Czasem nie na czas.
Czasem takie, których wolałbym nie czuć.
Złość, która zostaje w środku.
Smutek, który nie ma konkretnego powodu.
Lęk, który pojawia się znikąd.
Rodzinne życie w głowie
Najtrudniejsze było to, że moje myśli często krążyły wokół ludzi, których kocham.
Rozmowy w rodzinie.
Napięcia.
Niedopowiedzenia.
Rzeczy, które ktoś powiedział albo przemilczał.
Nie umiałem ich zatrzymać.
Czasem miałem wrażenie, że żyję nie tylko swoim życiem, ale też emocjami innych.
Jakby wszystko przechodziło przeze mnie bez filtra.
To męczy.
Bardzo.
„Po prostu się nie przejmuj”
Słyszałem to wiele razy.
I próbowałem.
Próbowałem być twardszy.
Próbowałem się zdystansować.
Próbowałem mówić sobie, że „to nie takie ważne”.
Ale to nie działało.
Bo problem nie polegał na tym, że się nie starałem.
Problem polegał na tym, że nikt nigdy nie powiedział mi, jak naprawdę działa mój umysł i mój układ nerwowy.
Moment, który wszystko zmienił
Dopiero terapia zaczęła powoli coś porządkować.
Nie od razu.
Nie jednym zdaniem.
Ale przyszedł moment, w którym usłyszałem coś, co zostało ze mną na zawsze:
„Jesteś osobą wysoko wrażliwą.”
To nie było usprawiedliwienie.
To nie była etykieta, która miała mnie zamknąć.
To było wyjaśnienie.
Nagle to, co wcześniej wydawało się chaosem, zaczęło mieć sens:
- dlaczego czuję tak intensywnie
- dlaczego myśli nie chcą się zatrzymać
- dlaczego świat mnie męczy
- dlaczego potrzebuję więcej ciszy i regeneracji
Po raz pierwszy w życiu nie czułem się „zepsuty”.
Wysoka wrażliwość nie jest problemem
Problemem jest to, że przez długie lata nikt mi nie pokazał:
- czym ona jest
- jak z nią żyć
- jak chronić siebie
Wysoka wrażliwość to sposób działania układu nerwowego.
To głębokie przetwarzanie.
To intensywność emocji.
To wrażliwość na bodźce, relacje, napięcia.
Nie da się tego „wyłączyć”.
I dziś wiem, że nie trzeba.
Czego nauczyłem się z czasem
Nauczyłem się, że:
- cisza nie jest luksusem, tylko potrzebą
- odpoczynek to nie słabość
- granice są formą dbania o siebie
- nie muszę rozumieć wszystkiego od razu
- nie każda myśl wymaga odpowiedzi
Nauczyłem się też, że to, co przez lata uważałem za ciężar, może stać się zasobem — jeśli przestanę z tym walczyć.
Gdyby ktoś mi to powiedział wcześniej…
Czasem myślę, ile lat życia byłoby łatwiejszych, gdyby ktoś wcześniej powiedział mi:
„To, co czujesz, ma nazwę. I nie jesteś w tym sam.”
Dlatego dziś wierzę, że zrozumienie siebie jest jednym z najważniejszych momentów w życiu osoby wysoko wrażliwej.
Nie po to, by się zmieniać.
Ale po to, by przestać się sobą męczyć.
Jeśli czytasz to i odnajdujesz siebie
Jeśli masz wrażenie, że:
- myślisz za dużo
- czujesz za mocno
- nie umiesz wyłączyć głowy
- świat Cię przytłacza
to być może nie potrzebujesz „naprawy”.
Być może potrzebujesz zrozumienia.
Dla mnie jednym z pierwszych momentów takiego zrozumienia była książka
Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza autorstwa Elaine N. Aron.
Nie dlatego, że dała proste rozwiązania.
Ale dlatego, że pomogła mi zobaczyć siebie takim, jakim jestem — bez ocen.

